Dobry lead do tekstu sprzedażowego – jak napisać

Lead artykułu to pierwsze zdania tekstu, które… Nie! Stop! Czekaj! 

Miało być o tym, jak napisać dobry lead do tekstu, a tymczasem ja zaczynam bawić się w anestezjologa. Już bardziej porywający byłby Kaszpirowski ze swoim „adin, dwa, tri”. 

Nie chcę Cię ululać, a porwać. Porwać. Zainspirować. Zmotywować. 

No dobra, to daj mi drugą szansę, ok? Teraz będzie lepiej. Obiecuję.

Wyobraź sobie, że już nigdy nie napiszesz nudnego wstępu. Już nigdy nie będziesz siedzieć przed ekranem komputera i ogryzać ołówek (czy co tam ogryzasz) ze stresu, że nic Ci nie przychodzi do głowy. Już zawsze Twoje teksty sprzedażowe będą nie tylko udostępniane na potęgę, ale będą też konwertowały jak szalone. 

I co Ty na to? Chyba wiem… Szalona to jest ona, z tymi swoimi pomysłami. Może i trochę tak. Ale to, co mam Ci do zaproponowania, to czyste złoto. Klejnoty koronne i gwiaździste niebo w romantyczną czerwcową noc. To metody na stworzenie skutecznego i oszałamiającego leadu. 

Wsiadasz ze mną do szalonego pociągu konwersji i skuteczności? To zapnij pasy, by zaczyna się ostra jazda bez trzymanki. 

Zanim jednak Cię przewiozę (prrrrrr, koniku!). Kilka informacji. Wiesz, w samolocie, przed startem też stewardessa za każdym razem odstawia ten swój fascynujący taniec o drzwiach, pasach i maseczkach bezpieczeństwa. To teraz ja jestem Twoją stewardessą. I choć przebierasz nóżkami przed startem, to zwalniamy trochę tempa i przygotowujemy się do startu. 

Co to jest lead w copywritingu?

No dobra, wiesz, gdzie są drzwi (przecież jakoś udało Ci się dostać do tego samolotu), ale i tak cierpliwie czekasz aż stewardessa skończy Cię informować. To teraz poczekaj aż i ja skończę ;). Ale spokojnie. Nie będę zanudzać. 

Lead to naprawdę pierwsze zdania tekstu. Ważne, by był krótki, intrygujący i zachęcał do czytania. Musi rozpalić czytelnika. Sprawić, że z wypiekami na twarzy sięgnie on po dalszą część tekstu. 

Ty, jako autor musisz być jak Alfred Hitchcock. Wiesz, jaką miał on teorię na temat tworzenia filmów? Najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie. I ten lead to właśnie musi być trzęsienie ziemi. To łupnięcie. Chwyt za gardło, który magiczną mocą przywiązuje Twojego czytelnika do tekstu nie pozwala mu na kliknięcie w iksik. 

Tylko nie przepal jego mocy. Pamiętaj:… potem napięcie rośnie. Jeżeli lead będzie z górnej póły, a potem pojedziesz banałem, to zmarnujesz cały potencjał. Podobnie jest, gdy dopracujesz tytuł artykułu, a potem lead robi za anestezjologa na sali operacyjnej. Tu tak samo. Jak zrobisz to trzęsienie ziemi, to potem musi być jeszcze mocniej.

„Jedynym celem pierwszego zdania w reklamie jest skłonienie Cię do przeczytania drugiego” Joe Sugarman.

Jaki patent zaproponował Joe Sugarman – amerykański copywriter? Jego sposobem na ciekawy wstęp było tworzenie krótkich zdań, które zostawiały niedosyt. Oto, jak on sam o tym mówił:

„Moje pierwsze zdania są tak krótkie, że prawie nie są to zdania. Nie ma w nich żadnych wielosylabowych słów. Powinny być zwięzłe, słodkie i niemal niekompletne, tak, żeby zmuszały czytelników do przeczytania kolejnego.”

Zobacz, jakie to proste. Krótkie zdania, prawe niekompletne. Zła wiadomość jest taka, że niektórzy (należałam kiedyś do tej grupy), mają manię pisania długich tasiemców. Zdanie niesie się przez cały akapit i jest tak wielokrotnie złożone, że nawet polonistka wymięka. To trzeba w sobie przewalczyć. No nie możesz tak męczyć czytelnika w swoim artykule. Hop, hop! Jak na skakance. Skok – zdanie. Skok – następne. 

Dobra, jedziemy dalej. Co z tego, że zdania mają być krótkie, skoro nie wiesz, jakiej treści. Bo może to brzmieć tak:

Mamy trudne czasy. Inflacja. Podwyżki. Czas poszukać lepszych sposobów sprzedaży. 

Są krótkie zdania? Są. Jest nudno? Jak diabli. 

No to teraz zapnij pasy, bo właśnie rozpoczyna się zasadnicza podróż przez skuteczne leady. Jedziemy!

Jak napisać idealny lead – strategie

Tak jak samolot może polecieć do celu różnymi trasami (trzymając się już tej metafory), tak i Twój lead może przybrać różne kształty. Są różne strategie tego, jak napisać lead. Każda może być dobra i każda może zaprowadzić na manowce. 

Co o tym decyduje? Cel tekstu, jego główny temat oraz sposób, w jaki ten lead zredagujesz. Za każdym razem, gdy siadasz do pisania tekstu musisz się zastanowić, w jaki sposób opracować lead, by wycisnąć z niego jak najwięcej. (Do tego tekstu napisałam trzy wstępy, zanim zdecydowałam się na ten, który jest teraz)

Pamiętaj, że tekst sprzedażowy działa tylko wtedy, gdy każdy z jego elementów pasuje do układanki. To jak puzzle. Gdy w czasie ich układania sięgniesz po jeden fragment z innego pudełka, to nie będzie on pasował. Wszystkie muszą się składać na tworzony przez Ciebie obrazek. 

To idziemy, zdobyć uwagę czytelnika.

Wstęp jako streszczenie artykułu

Jest to stosunkowo prosta strategia. Ma swoje zalety i wady. 

Zaletą tego rozwiązania jest to, że szanujesz czas czytelnika. Już w pierwszych słowach informujesz go, co znajdzie w tekście. Jeżeli to jest to, czego szuka, to przeczyta całość lub przynajmniej przeskanuje śródtytuły. Jeżeli to go nie zaciekawi, to opuści stronę, ale z poczuciem dobrego potraktowania i uczciwości z Twojej strony. Nie zmarnuje czasu. 

Wadą jest to, że czasami czytelnik sam do końca nie wie, czego potrzebuje. Może mu się wydawać (po tym streszczeniu), że to nie to i wyjdzie. Gdyby zaś przeczytał większy fragment, być może coś by go zaciekawiło i uzupełniło jego wiedzę. Także streszczanie informacji zawartych w tekście stosuj dość ostrożnie. 

Jak to mogłoby wyglądać w tym przypadku?

„Z tego tekstu dowiesz się, czym jest dobry lead. Jaką pełni funkcję i jak go redagować. Poznasz też kilka strategii, które w przyszłości pomogą Ci w jego sprawnym stworzeniu”.

Coś tam zapowiadam, trochę streszczam i coś obiecuję. Pytanie, czy to wystarczy, by przejść dalej? Moim zdaniem nie. Dlatego lepszą strategią będzie wykorzystanie tajemnicy. 

Tajemnica, którą Ci zdradzę – dobry lead

Ten sposób bazuje na ludzkim dążeniu do wyjątkowości i elitarności. Zapowiadasz we wstępie, że dopuścisz czytelnika do wiedzy, do której mało kto ma dostęp. I choć tę tajemną wiedzę posiądą wszyscy, którzy odnajdą Twoją stronę, to i tak jest to bardzo kuszące. 

Zobacz:

„Specjalistów od dobrych wstępów jest wielu, ale niewielu z nich zna stosowane przeze mnie metody. Czytaj dalej, a zdradzę Ci sposoby, którymi wyprzedzisz konkurencję i zostawisz daleko w tyle. Niektóre naprawdę Cię zaskoczą!”

Widzisz, jest solidne łupnięcie, bo daję Ci wiedzę, której nawet specjaliści nie znają! Wow. A potem napięcie rośnie: nie dość, że Ci je zdradzę, to jeszcze Cię zaskoczą – tak będzie ciekawie!

To jedziemy dalej 🙂 

Statystyki to nie magia, ale tak działają

Liczby i dane to magnesy. Tu nie chodzi wyłącznie o dane statystyczne – ten tytuł to tylko uproszczenie. Zobacz:

„8 sekund. To czas, w którym możesz zdobyć uwagę czytelnika lub całkowicie ją stracić. Zobacz, jak wykorzystać tak krótki czas”

Albo:

„Tylko 1 internauta na trzech czyta coś więcej niż wstęp. Statystyki na Twojej stronie mogą być zupełnie inne. Chcesz wiedzieć, jak to zrobić?”

Liczby i dane. To jak zaklęcie z Harrego Pottera. Przyciągają uwagę, rozbudzają ciekawość i skłaniają do dalszego czytania. 

Kilka wskazówek:

  • muszą to być dane prawdziwe! Nie wolno Ci oszukiwać ani wprowadzać w błąd;
  • niech to będą dane ciekawe, zaskakujące, intrygujące. Jeżeli podasz oczywistości, to nikt się nad nimi nie pochyli;
  • możesz wykorzystać kontrowersję – czytelnik przeczyta Twój tekst, by zweryfikować podane przez Ciebie liczby;
  • jak masz dostęp do źródła, to od razu je dodaj. Podniesiesz wiarygodność swojego tekstu, „ustabilizujesz” go i swoją pozycję.

Zobacz:

„8 sekund. Zdaniem Instytutu Badania Internautów, tyle właśnie zajmuje podjęcie decyzji o tym, czy tekst zainteresuje czytelnika. Masz jedynie 8 sekund, by przykuć do siebie uwagę”

Oczywiście „Instytut” zmyśliłam dla przykładu, ale to fajnie działa i daje Twojemu wstępowi moc.

Szokujące fakty, ale nie clickbait (dobry lead nie zniesie oszustwa)

Choć temat clickbaitów dotyczy bardziej nagłówków, to tu również się może pojawić. Szokuj faktami, które rozwiniesz w dalszej części tekstu. Nie pisz:

„To dramat. Nie wiem, jak dalej potoczy się moja droga zawodowa. Przede mną szereg ważnych pytań, które zdecydują o mojej przyszłości. To koniec! (…) Jestem przeziębiona i od tygodnia nie mogę się skupić, będę mieć w pracy zaległości, więc muszę zdecydować od czego zacząć działania, a co przełożyć na inny termin”

Wstęp zapowiada jakiś koszmar. Okazuje się, że to tylko katar, który utrudnił mi pracę. Takie działanie jest rozczarowujące. Czytelnik się wkurza, bo został oszukany przez Ciebie. Nie rób tego.

Możesz natomiast zrobić tak:

„Szok! Przeżyłam prawdziwy szok. Szukam podwykonawcy i w ramach rekrutacji zleciłam zadanie próbne. Nikt (!) nie wykonał go poprawnie, a w cv i portfolio chwalili się takimi osiągnięciami! Wiesz, jakie błędy kandydaci popełniali najczęściej? Dowiesz się tego po przeczytaniu artykułu. Unikaj ich w przyszłości”

Szok, to nie dramat. I w sumie nic nie jest wyolbrzymione w tej drugiej wersji (oczywiście cały ten fragment zmyśliłam). Pamiętaj, że nie piszesz dla pudelka, tylko chcesz tworzysz skuteczne teksty sprzedażowe. One nie mogą opierać się na fałszu i zakłamaniu. 

Jasne wszystko? To jedziemy dalej 🙂

Język korzyści – mój ulubieniec

Wiesz, że językiem korzyści zajmuję się praktycznie od początku mojej copywriterskiej drogi? To tak doskonałe narzędzie, że nieustannie się w nim trenuję, czytam książki i zgłębiam wiedzę. Dlaczego? Bo właśnie ma w sobie prawdę i moc. Daje szansę, by zwiększyć konwersję bez okłamywania i zamydlania obrazu. Opiera się na faktach. 

Zobacz:

Szukasz metod, by napisać wstęp, który wyrwie z krzeseł i rozkocha w Tobie czytelników? Już je znalazłeś. W tym tekście pokażę Ci sprawdzone metody, ułatwiające pracę, których wdrożenie przyniesie Ci tłumy czytelników. Zyskasz nie tylko rozpoznawalność, ale również podniesiesz sprzedaż swoich produktów na stronie www.”

Język korzyści opiera się na modelu cecha-zaleta-korzyść. I tutaj to wszystko jest:

  • cecha: w tekście są sprawdzone metody – są, to jest fakt niezaprzeczalny. Cecha nie może podlegać dyskusji. Metody są przetestowane nie tylko przeze mnie, ale wielu innych twórców i po prostu działają;
  • zaleta: ułatwiające pracę – skoro masz konkretne metody (i to z przykładami), to ułatwią Ci one pracę. Postawisz pod schemat swoje treści, ze swojej branży i już masz wstęp. Czy to nie ułatwia pracy? Ułatwia. Czy to zaleta? A i owszem.
  • korzyść: wdrożenie przyniesie Ci tłumy czytelników; zyskasz rozpoznawalność, podniesiesz sprzedaż. Jest korzyść? Jest. Skorzystasz na poznaniu tych metod.

To właśnie jest moc języka korzyści. Opierasz się na faktach (jak naprawdę Twoja oferta wyglada) i pokazujesz je z perspektywy klienta (a tę perspektywę Twój czytelnik lubi najbardziej 😉 uwierz mi). 

Luka informacyjna, czyli chcę wiedzieć!

Luka informacyjna to również bardzo mocne narzędzie, które pomaga przyciągnąć uwagę. Napisałam o niej osobny artykuł, do którego Cię zapraszam (koniecznie przeczytaj, bo może Ci się przydać). Nie będę więc tutaj robić przydługiego wprowadzenia teoretycznego. Krótko: luka informacyjna to uświadomiony przez czytelnika brak wiedzy w jakimś temacie. Budujesz ją poprzez odpowiednio zadane pytania. Jak to wykorzystać?

„Blisko połowa internautów nie czyta tekstów, nawet wtedy, gdy tytuł artykułu zachęci ich do kliknięcia. Wiesz, czemu tak się dzieje?”

Z tą połową to zmyślałam (tak dla jasności), ale reszta to przykład właśnie luki informacyjnej. Zobacz, tytuł zachęcił do kliknięcia – to już wiesz. Połowa z tych, co kliknęli nie przeczytała tekstu – to też już wiesz. Dlaczego tak się stało? – tu właśnie jest luka. Jak pociągnąć ten wstęp dalej, by zachęcić do czytania Twojego tekstu?

Zobacz:

„Blisko połowa internautów nie czyta tekstów, nawet wtedy, gdy tytuł artykułu zachęci ich do kliknięcia. Wiesz, czemu tak się dzieje? Badania Instytutu Zachowań Internautów wskazują trzy powody, które uzasadniają takie zachowanie. Poniżej przytaczam je wraz z komentarzem”

Tak, dobrze kombinujesz. Zmieściło się tu kilka technik (luka, dane liczbowe, zaskakujące informacje). Nie ma obowiązku stosowania ich w izolacji. Możesz je mieszać i miksować dowoli ze sobą, bo wtedy możesz uzyskać jeszcze lepszy efekt. 

Możesz to zrobić jeszcze uchylając rąbka tajemnicy:

„Blisko połowa internautów nie czyta tekstów, nawet wtedy, gdy tytuł artykułu zachęci ich do kliknięcia. Wiesz, czemu tak się dzieje? Badania Instytutu Zachowań Internautów wskazują trzy powody, które uzasadniają takie zachowanie. Jednym z nich jest konstrukcja treści. Chcesz wiedzieć więcej i poznać pozostałe powodu? W dalszej części omawiam je wraz z moim komentarzem.”

No dobra, dalej 🙂

Emocje, ah, emocje!

Teksty sprzedażowe bazują na emocjach. Rozbudzać musi je nie tylko chwytliwy tytuł, ale również idealny wstęp. To chyba jeden z trudniejszych sposobów, bo łatwo tu o przegięcie i pewien rodzaj karykatury. Uważaj na to. Mimo tego, że to trudne, to zachęcam jednak do próbowania. Raz, to działa. Dwa, to ciekawe wyzwanie. 

Spróbujmy:

Siadasz przed komputerem i patrzysz na białą przestrzeń edytora. Zegar tyka coraz głośniej. Do oddania zlecenia coraz mniej czasu. Ty, tymczasem, masz napisany… tytuł. Mało. Słabo. Pocisz się, spinasz. Ołówek ogryzasz już prawie do połowy. Ahhhhh! Masz ochotę rzucić komputerem o ścianę i wyjechać w Bieszczady. Znam to. Też byłam w tym miejscu. Chodź, pokażę Ci jak wyjść ze studni pustego edytora i pisać teksty z przyjemnością. Zacznijmy od wstępu.”

Podobało Ci się? Mam nadzieję 😉 Ale przede wszystkim mam nadzieję, że czujesz te emocje. Frustracja, złość, nerwowość, napięcie. Wszystko razem kumuluje się w głowie i na ołówku (zwróć uwagę, że w przykładzie ani razu nie nazwałam towarzyszącego sytuacji uczucia; starałam się je wywołać, żeby czytelnik je poczuł: zegar tyka, pocisz się, spinasz, chcesz rzucić komputerem…). Potem przychodzi empatia (ważne!) i rozwiązanie (równie ważne). 

Empatia zbliża Ciebie i czytelnika do siebie. Buduje most. Prowadzi do nawiązania relacji. Znam to, byłam w tym miejscu – czytelnik już wie, że nie ma do czynienia z osobą, która zawsze miała z górki, a teraz się mądrzy. Wie, że też się pociłam. To nas zbliża i łączy. 

I potem rozwiązanie: Chodź, pokażę Ci jak z tego wyjść. Mało tego, ja nie tylko wydobędę Cię z dołka, ale dam Ci narzędzia, które pomogą Ci pisać z przyjemnością! To nie jest jeden krok do przodu, a przynajmniej trzy (ale to może przerażać, dlatego… zacznijmy od wstępu). 

Widzisz, w tym tekście nie ma przypadku. Wszystko jest zaplanowane. Dół i załamka, światełko w tunelu, zbyt jaskrawe, ale jednocześnie ważne, by zobaczyć cel i perspektywę. Natomiast, jak Cię poprowadzę powoli, dam Ci okulary przeciwsłoneczne, by Cię nie oślepiło to światełko. 

Ok, dalej 🙂

Storytelling – trend, który działa to też dobry lead

Jedną z ciekawych form stworzenia intrygującego wstępu jest właśnie storytelling. To nic innego, jak opowiadanie historii. 

To również przepis na dobry tekst sprzedażowy. Jest to jednak sztuka, której po prostu trzeba się nauczyć. Szczerze przyznam, że nie jestem wybitnym storytellerem, ale uczę się tego, bo widzę, jak dużą ma to moc. 

Przykładem może być wstęp z poprzedniego podrozdziału. Zachęca do przeczytania i pokazuje perspektywę odbiorcy. To bardzo ważne. Storytelling może też przyjąć formę artykułu o wymyślonym przez Ciebie bohaterze. Wstęp będzie więc naturalnym rozpoczęciem historii.

„Marcin od dawna chciał zostać copywriterem. Czytał branżowe książki. Uczył się marketingu. Ukończył liczne kursy dostępne w internecie. Jednak jego teksty nigdy nie zdobywały popularności. Choć odbiorcy klikali w zaprojektowane przez niego tytuły, to czas spędzony na stronie nie przekraczał 20 sekund. Mało kto opuszczał jego stronę internetową po dłuższym czasie. Szukał przyczyny tej sytuacji. Analizował słowa kluczowe, pozycję strony, szukał błędów w swoich tekstach. Nic. Jego problemy z wybiciem się w branży narastały i nie wiedział jak je pokonać. Do momentu, aż trafił na mentora, który wskazał mu główny błąd, jaki popełniał…” 

Dość długo wyszło, ale zobacz: są emocje, jest historia z konkretnym bohaterem, są liczby i zwrot akcji. Mało jest w tym dynamiki, ale w temat wprowadza w miarę intrygująco. 

Alternatywą jest opisanie tej historii krócej, ale z sukcesem. Zobacz:

„Marcin próbował swoich sił w copywritingu, ale od wielu miesięcy żaden jego tekst nie zdobył popularności. Pocił się przy nagłówkach – te jeszcze się klikały. Budował treść korzystając z gotowych i skutecznych formuł, ale nic nie przynosiło efektu. Do czasu. Postanowił popracować nad leadem redagowanych przez siebie treści. Podszkolił się, pouczył i wdrożył wskazówki w życie. I wtedy jego tekst rozszedł się po sieci wirusowo.”

Widzisz, tu od razu jest rozwiązanie. To wstęp był kulawy. Jak go dopracował to poszło z górki. A jak to zrobił? O tym powinna być dalsza część tekstu.

Jeżeli storytelling Cię ciekawi, to odsyłam Cię do Pawła Tkaczyka. Nie ma chyba w Polsce lepszego specjalisty w tej materii 🙂

A my lecimy dalej.

Cytat dobrym przyjacielem copywritera

Niektóre teksty fajnie zacząć od cytatu. Ja bym mogła tu skorzystać z Joe Sugarmana. Powiedział on kiedyś:

„Jedynym celem pierwszego zdania w reklamie jest skłonienie Cię do przeczytania drugiego”. 

To zasadzie mogłoby stanowić cały wstęp. Zobacz, jaki krótki. I uwierz mi, że może zadziałać. Dla wzmocnienia można dodać jeszcze: „Zobacz, jak powinno brzmieć to pierwsze zdanie i podbij internet swoimi tekstami.”

Fajne, nie? 

P.A.E.S – tajemnicze literki, dzięki którym stworzysz dobry lead

Russ Hanneberry z digitalmarketer.com sugeruje stosowanie we wstępie modelu PAES. Zobacz, na czym on polega. 

Problem – Nie wiesz, jak napisać wstęp do artykułu, by odbiorca się w nim z miejsca zakochał. 

Agitate – Przez to z Twojej oferty praktycznie nikt nie korzysta, bo nudzisz grupę docelową, która nie chce dać Ci swojej uwagi. Tracisz czas, pieniądze i energię, a zysków nie widać. 

Empathy – Rozumiem Cię. Też miałam ten problem. Po mojej stronie hulał, wiatr, nie umiałam realizować strategii marketingowej, a odbiorca jak do mnie trafiał, to chyba przypadkiem się tam zawieruszył. 

Solution – Wiesz, co się zmieniło? Dopracowałam każdy element mojego artykułu i teraz tworzę skuteczne teksty sprzedażowe. Takie, które z dnia na dzień generują mi coraz większe zyski. Chcesz też odetchnąć z ulgą? Choć, pokażę Ci, jak napisać dobry wstęp.

Teraz to krótko przeanalizujmy. Taki wstęp składa się z czterech etapów. Podkreślasz problem (P). Wyłuszczasz go solidnie, ale krótko, bo potem pokazujesz jego konsekwencje (A). Żeby jednak nie ściągnąć czytelnika na dno, okazujesz mu empatię (E), by zechciał poznać Twoje rozwiązanie (S). Empatia, jak już mówiłam, buduje zaufanie i podnosi skuteczność Twoich działań. 

To podchodzimy do lądowania.

Last but not least, czyli Call to action

Dobry tekst sprzedażowy musi zawierać wezwanie do działania, czyli CTA (call to action). Chodzi o to, by wskazać odbiorcy, czego od niego oczekujesz. A czego oczekujesz po wstępie? Tego, żeby przeczytał resztę. Może to być:

  • sprawdź;
  • zobacz;
  • przeczytaj;
  • chodź;
  • zajrzyj;
  • przetestuj;
  • naucz się;
  • zrób;
  • stań się,
  • osiągnij;
  • popraw;
  • usprawnij.

I wiele, wiele innych. Każdy z nich powinien jednak prowadzić do przeczytania całego tekstu. Gdzie umieszcza się wezwanie do działania? Na końcu wstępu. Starałam się je zawrzeć w każdym przykładzie, więc jak sobie je przeanalizujesz jeszcze raz, to zobaczysz, jakie formy wybierałam. 

Już widać lotnisko, czyli uwagi końcowe

Uffff, dużo tego, co? Mam nadzieję jednak, że Cię nie przeraziłam, a wyposażyłam w narzędzia do tworzenia super wstępów. Copywriting sprzedażowy to fajna działka, ale tu każdy fragment, każda treść musi być dokładnie przemyślana. Dany tekst, który tworzysz, nie może być dziełem przypadku. Decyzje zakupowe, choć wydają się często przypadkowe, znacznie częściej opierają się (i emocjonalnie, i intelektualnie) na komunikacie reklamowym. Emocje zachęcają do kupna (dlatego warto z nich korzystać), a informacje te decyzje uzasadniają (dlatego warto podawać też fakty). 

Oczywiście, skupiając się na technikach czy metodach nie możesz zapomnieć o kluczowym zagadnieniu artykułu, czyli prezentacji oferty i osiągnięciu założonego celu, czyli sprzedaży produktu lub usługi. 

I choć nagłówek decyduje o tym, czy odbiorca w ogóle zechce zajrzeć do Ciebie, to właśnie od wstępu zależy, czy przeczyta tekst dalej i zainteresuje się treścią właściwą.

Lead możesz napisać już po napisaniu całości – są szkoły, które radzą takie podejście. Ja natomiast wolę od niego zacząć. 

Unikaj zwrotów „w dzisiejszych czasach”, „wielu z nas wie”, „każdy zrobił/spróbował/i tak dalej”. Stosuj natomiast „wyobraź sobie”, „zobacz, oczami wyobraźni” „poczuj się” i tak dalej. 

Będziesz wiedział, czy Twoje wstępy działają po czasie spędzonym na stronie (czy rośnie).

Dobra, to tyle (choć mogłabym jeszcze pisać i pisać). 

Dziękuję, za wspólną podróż i wspólne dotarcie do celu. Mam nadzieję, że tekst okazał się przydatny i wyniesiesz z niego coś dla siebie. Daj znać w komentarzu, co podobało Ci się najbardziej. 

Jeżeli uważasz, że informacje zawarte w artykule mogą się okazać przydatne też dla innych, możesz go śmiało udostępnić. Moja wdzięczność będzie ogromna :). A jeżeli masz pytania, to śmiało. Pisz w komentarzu lub na kontakt@sferacopywritera.pl

Miłego dnia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: